Polish English Persian Russian Spanish Turkish

Facebook - polub nas!

Znajdź skrytkę!

Polecamy

Filmy

Jezioro InleKolejna część relacji z wyprawy do Birmy - okolice jeziora Inle wraz krótkim trekingiem i jaskinią w Pindaya. Na zdjęciu dziewczynka napotkana podczas trekingu nieopodal Taung Khamauk.

 

BIRMA - JEZIORO INLE I OKOLICE
DZIEŃ 9 - AUTOBUSEM DO KALAW

Na siódmą rano właściciel guest house Golden Myanmar zaprowadził nas w miejsce skąd w Bagan ruszał autobus do Kalaw. Zdążyliśmy jeszcze przed ulokowaniem się w autobusie wypić herbatę w pobliskiej knajpce. Podróż trwała około siedmiu godzin - na miejscu byliśmy około czternastej. Mieliśmy po drodze dwa dłuższe przystanki - w tym jeden na oswajanie chłodnicy do jazdy pod górkę (jechaliśmy w góry :) za pomocą szlaucha... W Kalaw przywitał nas deszcz i sympatyczny hindu z parasolem (oczywiście w turbanie i z brodą) z guest house Golden Lily - który poleca Lonely Planet i gdzie zamierzaliśmy się zatrzymać. Reszta dnia zeszła nam na spacerach po Kalaw, załatwieniu transportu do Pindaya i trekingu nad jezioro Inle.

INFO:
Guest house  Golden Lily - 12 USD/pokój ze śniadaniem
Taksówka z Kalaw do Pindaya - 36000 KY*
* uwaga - w Golden Lily za zamówienie taksówki doliczyli 2000 KY za pośrednictwo...
- chyba lepiej samemu załatwiać na mieście (po dołożeniu dodatkowego pasażera - wyszło 26000 KY)

DZIEŃ 10 - PINDAYA

Rano po śniadaniu nasz samochód do Pindaya już czekał - okazało się, że w Golden Lily załatwili nam jeszcze jednego pasażera podróży - podzieliliśmy więc koszty przejazdu, ale pośrednictwo Golden Lily kosztowało 2000 KY... Współpasażerem okazał się całkiem sympatyczny włoch - italiano. Podróż do Pindaya zajęła nam około 1,5 godziny - dojechaliśmy wprost pod wejście do jaskini i oczywiście zaczęliśmy od jej zobaczenia. Jaskinia robi ogromne wrazenie - jest ogromna - ma ok 30 m wysokosci. Mieści się w niej około ośmiu tysięcy posągów Buddy i wciąż przybywają nowe. Każdy może „ufundować” swojego Buddę. Wewnątrz są tez calkiem spore stupy. Najstarsze posągi Buddy pochodzą z XVIII wieku. Po wyjściu z jaskini wybraliśmy się na dwugodzinny spacer po okolicznych górach - szliśmy drogą wśród wiosek, potem ścieżkami - ciężko powiedzieć gdzie byliśmy - na pewni wysoko nad Pindaya. Udało nam się także dotrzeć do jakiegoś klasztoru na wzgórzu. Po drodze zgubił się nasz italiano, ale na szczęście na zakończenie odnalazł się w okolicach parkingu. Okazało się, że nawiązał przyjazne stosunki z miejscową ludnością w jednej z wiosek :) - lokalne plemiona Danu.

Plan jaskini Pindaya
Plan jaskini w Pindaya

Film: Jaskinia w Pindaya

INFO:
Wjazd do strefy Pindaya - 2 USD/osoba
Wejście do jaskini Pindaya - 3 USD/osoba + 300 KY fotografowanie

DZIEŃ 11 - TREKING W GÓRACH SHAN - Z KALAW DO YWAPU

I znowu jak zwykle po śniadaniu, przekazaliśmy nasz depozyt do przewiezienia nad Inle (Nyaung Shwe), a sami razem z grupą (6 osób) za naszym przewodnikiem ruszyliśmy w góry. Szliśmy gruntowymi drogami i ścieżkami, a pierwszy postój na herbatkę i lunch był dosyc wcześnie w ciekawym, widokowym miejscu. Potem podobnym szlakiem,. ale mijając po drodze samotne wioski zeszliśmy do torów kolejowych i po torach kolejowych dotarliśmy do stacji kolejowej Myin Dyke, gdzie znowu mieliśmy postój na zieloną herbatkę :) Ze stacji kolejowej jak sie okazało było już całkiem niedaleko do wioski Ywapu, gdzie w jednym z lokalnych chat mieliśmy zapewniony nocleg.

MAPA TREKU DO JEZIORA INLE

INFO:
Organizacja trekingu do jeziora Inle (przez Golden Lily):
- treking dwudniowy - 36000 KY/os.
- treking trzydniowy - 42000 KY/os.
*cena zawiera wyżywienie, noclegi, transport bagażu pozostawionego
w depozycie do miejsca docelowego i łódź z Inn Dein do Nyaung Shwe

 DZIEŃ 11- TREKING W GÓRACH SHAN - Z YWAPU DO HTI TAIN

Z wiosku Ywapu wyruszyliśmy na następny etap naszego treku - do klasztoru w Hi Tain. Trasa była mniej lesista niż dnia poprzedniego - pojawiło się więcej terenów rolniczych, ale widoki były całkiem, całkiem... Po drodze w mijanych wioskach zatrzymywaliśmy się na herbatę, a czasami w ramach "akcji pluszak" napotkane dzieci otrzymywały pluszowe maskotki :) W jednej z wiosek nastąpiła większa "akcja" - co wywołało nawet w niej spore poruszenie... Zostało tam prawie 30 pluszaczków :) Już późno dotarliśmy do klasztoru - nie czekaliśmy długo na zmrok, a noc spędziliśmy w klasztorze wraz z innymy trekerami w salkach oddzielonych od siebie kotarami. Oczywiście nie odmówiliśmy sobie piwka w pobliskiej wiosce :)

DZIEŃ 12 - TREKING W GÓRACH SHAN - Z HTI TAIN DO INN DEIN

Trasa w ostatnim dniu treku przebiegała szeroką drogą gruntową i polegała na zejściu w dół w okolice jeziora Inle do Inn Dein, skąd łodzię przez jezioro Inle dotarliśmy do Nyaung Shwe. Jednak w granicach Inn Dein znajduje się ok. 1200 pagód - i my także wspięliśmy się na wzgórze i spacerowaliśmy wśród ruin starych stup... Na szczycie znajduje się świątynia Shwe Inn Dein.

DZIEŃ 13 - JEZIORO INLE

Jezioro Inle (miejscowi często piszą "Inlay") ma 22 km długości i 11 km szerokości i ma kształt maczugi. Leży na wys. 875 m n.p.m. i ze wszystkich stron otoczone jest łagodnymi górami. Obszar zamieszkują głównie rybacy z plemienia Intha, nazywający siebie "Dziećmi Jeziora". Rybacy z jeziora Inle znani są z nietypowej techniki wiosłowania. Stojąc na rufie na jednej nodze, drugą podtrzymują wiosło. Są to Buddyści  i wokół jeziora rozsianych jest około 100 klasztorów i prawie 1000 stup.  Na jeziorze na bambusowych palach przysypanych mułem wydobytym z dna jeziora mieszkańcy pobudowali domy na szkoły, świątynie a nawet pola uprawne (widzieliśmy uprawy pomidorów). Aby to zobaczyć oczywiście należy wynająć łódź - my zrobiliśmy to za pośrednictwem naszego hotelu. Rankiem popłynęliśmy na tzw. seven days market, który odbywa się przez siedem dni w tygodniu rotacyjnie każdego dna w innej wiosce - my trafiliśmy do Mine Thouk. Następnie popłynęliśmy przez pływające wioski, odwiedziliśmy wytwórnię jedwabiu (także tkaniny z lotosu), warsztat tkacji oraz manufakturę wytwarzającej złotą i srebrną biżuterię. Trafiliśmy także do klasztoru w Inn Paw Knon, a na końcu do klasztoru Nga Phe Kyaung - znanego jako klasztor skaczących kotów. Koty chyba nie miały pory do skakania, ale klasztora wart jest odwiedzenia. Późnym popołudniem wróciliśmy do Nyaung Shwe, gdzie jeszcze załatwiliśmy transport do Kakku na następny dzień.

Film: Targ w Mine Thouk nad jeziorem Inle

Film: W warsztacie tkackim na jeziorze Inle

Film: Wioska na wodzie - jezioro Inle

INFO:
Opłata za wejście do strefy turystycznej Inle (pobrano w INN Dein) - 5 USD/osoba
Hotel Joy (ten sam deo którego trafił  nasz depozyt) - 18 USD za pokój dwuosobowy ze śniadaniem
Wynajęcie łodzi na całodzienny rejs po jeziorze Inle - 15000 KY

DZIEŃ 14 - KAKKU 

Rankiem samochodem z Nyaung Shwe ruszyliśmy do Kakku. Nasz kierowca zatrzymywał się w ciekawym miejscach po drodze - byliśmy w klasztorze Shwe Yaungwe Kyaung, a także w w winiarni Aythaya Wine. Potem w Taunggyi w lokalnym biurze zabraliśmy do samochodu przewodnika, co jest obowiązkowe :) Przewodnikiem okazała się sympatyczna Susu. Taunggyi od Kakku dzielą 43km, które pokonaliśmy w niecałe dwie godziny. Mijane wioski i krajobrazy były naprawdę piękne, a góry z dala przypominały typowo polskie krajobrazy. Susu często robiła nam fotostopy :) A Kakku - już sam pierwszy widok przy wjeździe robi wielkie wrażenie! Oprócz nas było tylko kilku turystów, ale zgubiliśmy się wśród prawie 2500 stup. Z wybudowanych w III w. p.n.e 7623 stup do  dzisiaj przetrwało ich „zaledwie” 2478. Wiał lekki wiatr i w powietrzu roznosił się dźwięk tysięcy poruszanych na wietrze dzwoneczków przyczepionych do hełmów stup. Można tak spacerować godzinami... Wiele stup jest odnowionych i posiada różowawy kolor, a ogromny, ogrodzony teren, jest zadbany i ładnie zagospodarowany. Niestety nasz czas był ograniczony - jeszcze tego popołudnia mieliśmy autobus z Taunggyi do Rangunu!

Film: Stupy w Kakku

INFO:
Samochód do Kakku (za pośrednictwem restauracji Smiling Moon w Nyaung Shwe) - 45000 KY*
* w hotelu zaproponowano cenę 55000 KY
Obowiązkowa opłata za przewodnika w Kakku - 5 USD
Autobus do Rangunu - 25000 KY*
* są tańsze autobusy, ale warto - pojedyńcze fotele do spania i catering na pokładzie :)

POLECANE ARTYKUŁY:

Birma - Mandalay

Birma - Bagan

Birma - Rangun